Opowieści znikniętych

tokarczuk_200.jpgOlga Tokarczuk zaznacza, że jej nowa powieść „Bieguni” nie mówi o podróżowaniu, tak jak jej powieść „Dom dzienny, dom nocny” nie mówiła o domu.

A jednak jest tu dokładnie opisane zjawisko nowego plemienia – kosmopolitów, współczesnych Biegunów, permanentnych podróżników, którzy mają swoje miasta – miasteczka lotnicze. Swoje produkty, kosmetyki podróżne (małe tubki past, miniaturowe szamponiki, składane szczoteczki do zębów, jednorazowe kapcie).

Bieguni mają swoje choroby, związane ze zmianami czasu (a i czas płynie dla nich inaczej).
Mają swój własny język: prosty sfunkcjonalizowany angielski.
Istnieje nawet odrębna gałąź psychologii, która ich opisuje. To psychologia podróżna.

Olga Tokarczuk szepnęła o tym wszystkim dwa słowa:

Kim są Bieguni?

Bieguni, bieżeńcy, to nazwa sekty staroobrzędowców w dawnej Rosji (choć istnieją też podobno współcześnie, widziałam ich w metrze moskiewskim). Uważali, że po reformach Nikona w osiemnastym wieku cerkiew prawosławna dostała się, jak wszystko, we władzę szatana. Mieli bardzo silne przekonanie, że nasz świat jest całkowicie podporządkowany Złemu i jedynym sposobem, żeby mu nie podlegać – jest uciekać, wiecznie być w ruchu, nigdy nie przystawać.

„Moja energia bierze się z ruchu” mówi narratorka powieści. Czy ty także jesteś zachłanna? Czy z podróżami jest tak jak z głodem – apetyt rośnie w miarę jedzenia?

Wygląda na to, że podróż stała się współczesnym zaspakajaniem bardzo starego, atawistycznego nomadycznego popędu. Tak mi się wydaje. Istnieją nawet ustalone rytualne zbiorowe formy zaspakajania tego popędu – turystyka. Ale ja podróż rozumiem szeroko – jako poruszanie się, przenoszenie, mobilność, nie przywiązywanie się, wędrowanie, włóczenie się. Wyprawa metrem na drugi koniec miasta, piechotą do innej miejscowości… W tym sensie podróż jest może nawet dużo bardziej naturalnym stanem niż życie osiadłe. Działa trochę jak perpetuum mobile – jedna napędza drugą, bez końca. Kiedy zaspokaja się naturalne potrzeby, jest się zdrowszym, dlatego zdrowe społeczeństwo jest zawsze bardziej mobilne niż chore, zastraszone…

Co sprawia, że podróżnicy wyrzekają się ciepła, bezpieczeństwa, wygód, czasem nawet rodziny – i jadą – nie mając wyraźnego celu? Po co jadą? Dlaczego jadą?

O to właśnie i ja pytam w tej książce. W poruszaniu się jest silny element anarchii, co tak odważnie zestawiają ze sobą właśnie Bieguni, dlatego poruszanie się zawsze jest przeciwko władzy rozumianej szeroko – od tej politycznej po ostateczną władzę śmierci.

Czy za kosmopolityzm się płaci?

Płaci? Gdzieś głęboko w naszej psychice jesteśmy kosmopolityczni, czyli jesteśmy obywatelami świata, bez tych negatywnych konotacji, jakie dopisał do tego słowa nacjonalizm. Dopiero potem jesteśmy Polakami, Węgrami czy Hindusami.
Jesteśmy kosmopolityczni dziś także dzięki mediom, które pokazują nam cały świat. Dziś nawet najbiedniejsi mają dostęp do mediów. Widziałam anteny satelitarne przy namiotach nomadów w Syrii. Telewizory chodzą tam na generatorach prądu z ropy. Wiemy, że w Grecji są pożary, że w zamachu tysiące kilometrów od naszego domu zginęli ludzie. Interesuje nas, co dzieje się poza wytyczoną arbitralnie kiedyś przez kogoś granicą. Kręci nami globalna ekonomia, to ona rządzi, nie marionetkowe rządy polityków. Ubieramy się w skarpetki z Chin i w spodnie z Turcji. Granice świata ogromnie się poszerzyły, świat wszedł w nas, połknęliśmy go. Podróże stały się dramatycznie tanie. Samolotami lata się dziś do pracy, pani Ania z reklamy była w Grecji i teraz oszczędza na następne podróże…
Zapłacić trzeba będzie za co innego – trzeba będzie ponieść koszty ekologiczne. Każdy lot samolotem zanieczyszcza atmosferę jak jazda kilku tysięcy samochodów na tym samym dystansie. Ekologicznie rzecz biorąc, lot pani Ani z reklamy do Grecji zaciąga ogromny kredyt u jej dzieci i wnuków.

Cała rozmowa ukaże się we wrześniowym numerze czasopisma „Lampa” (9/2007).

A jeszcze obiecanki-cacanki, czyli
trzy fragmenty „Biegunów”.
Przedpremierowo i specjalnie dla państwa
(książka ukaże się w październiku w Wydawnictwie Literackim):

1. „Kiedy wyruszam w podróż, znikam z map. Nikt nie wie, gdzie jestem. W punkcie, z którego wyszłam, czy w punkcie, do którego dążę. (…) Myślę, że takich jak ja jest wielu. Znikniętych, nieobecnych. Pojawiają się nagle w terminalach przylotów i zaczynają istnieć, gdy urzędnicy wbiją im do paszportów stempel albo gdy uprzejmy recepcjonista w jakimś hotelu wręczy im klucz”.

2. „Opisywanie jest jak używanie – niszczy; ścierają się kolory, kanty tracą ostrość, w końcu to, co opisane, zaczyna blaknąć, zanikać. Dotyczy to zwłaszcza miejsc. Ogromnych spustoszeń dokonała literatura przewodnikowa, to była inwazja, epidemia. Bedekery zniszczyły większą część planety na zawsze; wydane w milionach egzemplarzy, w wielu językach, osłabiły miejsca, przyszpiliły je, nazwały i zatarły kontury”.

3. – „Psychologia podróżna zajmuje się człowiekiem podróżującym, człowiekiem w ruchu, i w ten sposób sytuuje się w opozycji do tradycyjnej psychologii, która zawsze rozpatrywała istotę ludzką w stałym kontekście, w stabilności i bezruchu – na przykład poprzez pryzmat jego biologicznej konstytucji, związków rodzinnych, usytuowań społecznych i tak dalej. Dla psychologii podróżnej nie są to sprawy leżące w centrum zainteresowań, drugorzędne. Chcąc opisać człowieka przekonująco, możemy to tylko uczynić, umieszczając go w jakimś ruchu, skądś – dokądś”.

Fot. Łukasz Giza, AG

Wpis “Opowieści znikniętych” skomentowano 9 razy

  1. podróżnik - obserwator pisze:

    Nareszcie będę mogła przeczytać nową powieść Olgi Tokarczuk! Można nie wierzyć, ale cztając każdą stronę książek tej autorki, czuję, że identyczny głos przemawia ze mnie, od środka. Pani Tokarczuk staje się powoli jakimś literackim archetypem kobiety- rozumnej. Podziwiaj Jej talent i czuję każdą książkę, jak obcowanie z kimś bliskim. Dziękuję!

  2. tajna pisze:

    Hej
    Witaj

    Przyjechałabyś do Suwałk na spotkanie autorskie o Twoich tomikach poetyckich?
    Ja organizuję na razie sponsorów, więc nie wiem jeszcze kiedy
    spotkania z pisarzami i poetami będą mogły się rozpocząć, termin
    moglibyśmy razem jakoś ustalić.

    Pozdrawiam
    Adam (tajna) (tajna-polska.blog.pl)
    adambolewski@gmail.com

  3. Dot pisze:

    Staroobrzędowcy nie dość, że możliwi dziś do spotkania w moskiewskim metrze, to i w Polsce, co prawda coraz ich mniej i jedynie kilka dziś wiosek zamieszkują, ale w molennach ich pieśni wciąż mocnym echem się odbijają. Unikałabym tez określenia „sekta”, to raczej grupa wyznawców Prawosławia, która z powodu swej niezgody na wspomniane reformy przeżyła ogrom prześladowań i musiała ratować się ucieczką. bęc:-)

  4. peek-a-boo pisze:

    Świetna Wiadomość! O. Tokarczuk jest jedyną pisarką polską którą czytam-nikt ze wspołczesnych prozaików nie potrafi tak pięknie jak ona posługiwac sie naszym jezykiem. I zawsze przy ogłaszaniu nagród Nike nie moge wyjsc ze zdumienia, że znowu tym razem to nie jej przyznano.

  5. Anna pisze:

    Bardzo lubię prozę Tokarczuk. To, moim zdaniem, najlepsza polska pisarka. I tym bardziej martwi mnie, że w wywiadzie z tak wybitną osobą czytam o „zaspakajaniu”. Duże niedopatrzenie redaktorskie…

  6. Jolanta pisze:

    A ja za godzinę idę na spotkanie z Olgą Tokarczuk. To już kolejne spotkanie w Klodzku ale nigdy dosyć.

  7. Jolanta pisze:

    Przypomniałam sobie, że byłam w tym roku na Suwalszczyźnie i tam trafiliśmy na wioskę zamieszkałą przez starowierów, była molenna niestety zamknięta, była bania ale nadpalona, nie było niestety ani jednego mieszkańca. Szkoda.

  8. Ψ Psychologia.XMC.PL Typy Cechy Osobowości Psychologia Manipulacja Zachowanie Ludzi pisze:

    Ψ
    Psychologia.XMC.PL Typy Cechy Osobowości Psychologia Manipulacja Zachowanie Ludzi…

    Na „Socjopatię” składają się 4 mini- powieści Piotra Szulkina napisane w latach 70. i 80. XX wieku. Są to: „Golem”, „Wojna światów- następne stulecie”, „O- bi, o- ba. Koniec cywilizacji” oraz „Ga, ga. Chwała bohaterom”. Wszyst…

  9. Kiti pisze:

    … ja jestem Biegunem, Wiecznym Nomadą, włóczęgą i kosmopolitą – jakkolwiek rózni to rozumieją, ja nie rozumiem tego, ale bez „podglądania świata” nie umiem istniec, kurczeję i umieram. Kocham byc na przeciwległuch krańcach. Uzależniłam się od samego faktu przemieszczania i choć po wielokroć mój rozum rząda rozwodu z podróżami rargumentując „zacznij żyć normalnie, znajdż normalny dom i normalna prace” nie wygrał i przekonuje sięo tym, ze chyba nigdy nie wygra. Siedząc w miejscu popadam w deprsje i więdne, tracę energię i pomysły..ruch, ruch. Ogólnie,to dzięuje z aksiążkę

Dodaj komentarz