Na poboczu ciemna orgia widm

Kilometr za miastem już nie umieliśmy się odnaleźć / syn padł przy szosie / dziewczyna poszła na zwiady / profesor lekceważył „zwiady” i przetrząsał bagaż / bele papierowych ręczników trzy latarki / bez baterii a więc zwykły szmelc zresztą i w noc / należało zwątpić jak się wyraził nasz kierowca / czy kierowca zabrał kuchenkę butlę ryby leczo / tak odparł organista nie jest aż tak źle / tylko musimy jakoś się zorganizować.

Ten fragment „Poems” – ostatniego tomu wierszy Andrzeja Sosnowskiego przypomina mi się zawsze, kiedy gubię się w jakimś obcojęzycznym mieście albo zaczynam nerwowo wyglądać stacji benzynowej, bo na desce rozdzielczej strzałka ostrzegawcza wychyla się niebezpiecznie. Kiedy nawigacja Nokii dostaje czkawki i sprzedaje zimny komunikat: lost lost lost, a hotele wyciekają z mapy jak widma i wszyscy jesteśmy skonfundowani w rosnącej urban jungle. W tym fragmencie jest wszystko: chaos, bezradność, pozorowane ruchy, które mają przybliżyć nas do wyjścia, a są marszem w miejscu. Zmęczenie, brak logiki, chyłkiem wypowiadane zdania, zaklinanie rzeczywistości: zresztą i w noc należało zwątpić.

Podoba mi się pogodna bezradność bohaterów całego przedsięwzięcia. Łagodna zgoda na rzeczywistość. Bierność, obojętność – trochę dekadencka. Pokrzepiający dystans do całej przygody. I od razu dowcip: kuchenka butla ryby leczo? Straceńcze party na nocnym parkingu? Falstart u podnóża autostrady? Na poboczu ciemna orgia widm?

Jest jakieś małe szaleństwo w tym fragmencie, powidok upiornych wakacji.

Wpis “Na poboczu ciemna orgia widm” skomentowano 2 razy

  1. Werbalista pisze:

    Szanowna Pani:

    Rzadko zagladam na Pani blog, poniewaz nic nie rozumiem. Pani ostatnia publikacja tez jest dla mnie przedziwna. Trudno mi powiedziec, jak ocenic cytowany przez Pania utwor Andrzeja Sosnowskiego. Czy jest to „czysty” tok myslowy jak w Ulisessie? Chyba nie, bo brak w nim refleksji, jest to tylko rodzaj „protokolu”, relacji z tego, co kto powiedzial, jak milicyjny (uwaga: anachronizm) raport, tylko gorszy bo, bez znakow przestankowych. Wydaje mi sie, ze to tylko takie gadanie, bez zadnej glebszej mysli, po prostu – zeby zabic cisze. Taka „poezje” moze uslyszec Pani w dowolnym barze, gdzie pijacy naprawde nie majacy o czym mowic prowadza jednak dlugie wywody na zaden temat.

    Chcialbym jednak poprosic Pania o przysluge. Prosze bardzo, aby wyjasnila Pani – nie tylko mnie – co dzieje sie z polszczyzna? Czytajac pana Passenta, pania Paradowska, Zakowskiego, Dziadula, itd., itd. – rozumiem absolutnie wszystko. Czytajac jednak mlodszych autorow, czuje sie zagubiony, bo nie uzywaja jezyka polskiego. Prosze, z laski swojej, zwrocic uwage na zdanie, ktore Pani napisala:

    „Kiedy nawigacja Nokii dostaje czkawki i sprzedaje zimny komunikat: lost lost lost, a hotele wyciekają z mapy jak widma i wszyscy jesteśmy skonfundowani w rosnącej urban jungle.”

    Obraz, jaki Pani przekazuje jest bardzo wyrazisty, lecz zdanie, niestety, nie jest po polsku. To stosunkowo wierne (choc nieporadne) tlumaczenie z angielskiego, z zachowaniem skladni i idiomow. Wiec jak to jest – Pani, o specjalnosci w krytyce literackiej?

    Prosze mnie dobrze zrozumiec: ja nie mam pretensji, tylko prosze o wyjasnienie. I zwracam sie do Pani, jako krykyka literackiego, czyli niejako z definicji – jezykoznawcy.

  2. Kobi pisze:

    Panie Werbalisto: może zatem warto częściej czytać młodych autorów, bo język ewoluuje – pod tym względem od jego początków nic się nie zmieniło. Sądzi Pan, że dla czytelnika z międzywojnia teksty wymienionych przez Pana autorów byłyby w pełni komunikatywne?

Dodaj komentarz