Zasypiał jeszcze normalny

Bohaterem może być chińskie ciasteczko: „Jestem mało pożywne, niezbyt smaczne (…), a jest mnie legion, już się mnie nie da wytracić, ludzie uwierzyli we mnie (…). Jestem bestsellerem”.

Bohaterem może być Czas: „Trwam nieprzerwanie (…) jestem punktem w sobie samym, jestem odcinkiem samego siebie. Jestem miarą samego siebie i tylko kwestią. Liniowy i punktowy. Letni i zimowy (…). Czasem pojawiam się jako duch. Beze mnie nie istnieje nawet nic”.

Bohaterem może być Babel: „No cóż, zagrałam rolę epizodyczną, acz nieśmiertelną. Zostałam zburzona, lecz zapamiętana. Ale wrócę. Popkultura kocha wielkie comebacki. Z esperanto mi się nie udało. Falstart”.

Owszem, nowa powieść Ignacego Karpowicza „Balladyny i romanse” zaczyna się ironicznie. No proszę, znów wszystko będzie w cudzysłowie? Znów nie będzie można uwierzyć w żadne zdanie? Znów się autor będzie ubezpieczał, zrzekał odpowiedzialności? Znaczy to, że autor się boi? Otóż jest zupełnie odwrotnie. Autor robi, co chce, udziela głosu zjawiskom fizycznym i kulinarnym, wartościom i przedmiotom, bogom i bóstwom. Znaczy to, że będzie chaos i postmodernizm? Że autor jest drugim Rolandem Toporem (groteska! absurd!), albo – nie daj boże – drugą Masłowską („w spodniach”?), bo tańczy w języku, z językiem? Rzekłabym raczej, że nowa powieść Karpowicza bardzo jest Karpowiczowa. Posługuje się elementami baśni, żeby lepiej wyjaśnić potoczną rzeczywistość. Ze świata znikają żelazka i kawa, bo świat zwariował: Janek budzi się w obcym domu, budzi się jako człowiek dobry. Jezus Maria! Zasypiał jeszcze normalny! No to po nim: kraść nie może, kląć mu się nie chce. Masakra. Olga, stara panna, dziewica, postępuje pewnego dnia słodko nieracjonalnie, upojnie bez sensu, groźnie niebezpiecznie. Postępuje tak z Jankiem, przez Janka, w duchu Janka, który właśnie nabiera ducha, jak wody w usta. Za sprawą przypadku, bliscy życiu jak w polskim filmie (na pewno jedzą zupę), bohaterowie zmieniają się – ich życie gwałtownie przyspiesza i staje się: dziwne? Piękne? I co mają z tym wspólnego bogowie, którzy zawsze mieli podobne do nas, naziemnych, namiętności – czemu nie mieliby teraz? – Mówić naszym językiem?
Otóż Ignacy Karpowicz się nie boi. Dlatego napisał powieść właściwie bezwstydną. Miejscami męcząca, niejasną. Miejscami wzruszającą, prawdziwą. Permanentnie ruchliwą: pączkującą, rozochoconą. A jednak pod blichtrem, ironią i bałaganem (życia) drzemie sobie historia o niewłaściwej (błąd!), nierealnej (też coś!) miłości. Która może się rozprzestrzeniać. Może dotknąć i ciebie.

Wpis “Zasypiał jeszcze normalny” skomentowano 2 razy

  1. Aman pisze:

    Bardzo podoba mi się Pani blog oraz program w którym Pani uczestniczy w TVP („Hurtownia książek”). Tak dalej! W dzisiejszym świecie potrzebni są ludzie zafascynowani danym tematem. Potrzebujemy badaczy!!!

  2. Aleksandar Saranac pisze:

    Szanowna pani, jestem tlumacz literatski z jezyka polskiego na jezyk serbski. Czy moge poprosic pania o skontaktowanie mnie prez e-mail w sprawie publikowania pare wierszy w czasopismie Letopis Matice Srpske? Moj adres koraci.izdavac@gmail.com
    Dziekuje i pozdrawiam.

Dodaj komentarz