Dzień, w którym zmarzłam przy kompie

Sofizmat: przy kompie marznie się inaczej niż na przykład w metrze. Łatwo się zapomina o zjawiskach takich jak temperatura, bawełna 100 %, polar, świat. Proszę: zimno. Zaczyna się.

Kiedy ktoś mówi „zmarzłem przy kompie” wiadomo, że przegapił moment, kiedy mu stopy zmurszały w przeciągu, a palce wpadły w fiolet. Uwaga! Reanimacja wśród syczących aspiryn! Przy kompie: te małe napięcia w karku, zapuszkowane mięśnie – kto by ich nie kochał? Ktoś może książkowo wykona kilka zbawiennych skłonów w przerwie na papierosa. Inni popatrzą w zielone, jak radzą terapeuci naszych biednych oczu. Ktoś się zreflektuje poniewczasie – skostniały jak dziadzio mróz, z soplami u ramion, nieszczęśliwy. Ma może wyżła, który mu położy na kolanach ciepły mokry pysk. Czytając książkę w sieci w taką się sieć wpada: zimno, zimne media mają to do siebie.

Zasypiamy jak żaby w podgrzewanej wodzie – napisał w jednym z wierszy poeta Tadeusz Pióro. Czyli jak (zasypiamy)? Otóż – jak pokazało doświadczenie, wrzucone do gorącej wody żaby szybko z niej wyskakują. Natomiast te, którym wodę podgrzewa się stopniowo – tracą czujność i umierają.

Dodaj komentarz