Żulczyk – zmiana.

To jest chłopak, który ma talent do dobrych tytułów, a jak uczą poparte licznymi badaniami doświadczenia, dobry tytuł to połowa sukcesu. „Zrób mi jakąś krzywdę… czyli wszystkie gry video są o miłości”, „Radio Armageddon” i wreszcie „Instytut”. Można nie lubić samych książek, ale tytuły niosą emocje, wszystkie (coś) obiecują. Za słowem instytut stoi oficjalność, nobliwość: Instytut Pamięci Narodowej, Instytut Książki, Instytut Nauk Historycznych i Pedagogicznych. Słowo ma prestiż, nie da się ukryć. Kojarzy się także z władzą, strukturą, organizacją. Z Państwem. Z gabinetem. Z szeregiem gabinetów. Ale jest w tym słowie też element niepokojący, enigmatyczny. Kafkowski. To dobry tytuł na thriller.

Kuba Żulczyk, bo o nim mowa, wyemancypował się z postmodernizmu i porzucił ulubiony – pełen nawiązań, dygresji, szkatułek – rozgadany (rozedrgany?) styl. Przez niektórych diagnozowany jako mowa amfetaminowa. I dobrze mu zrobiła konwencja, do której się musiał przymierzyć. Książka ma solidny kręgosłup: wszystko do czegoś prowadzi. Żadnych (zbędnych?) ozdobników. Zdania popychają akcję do przodu. Im mniej artystycznych pretensji, tym lepsza sztuka – tak czasem bywa. Napisałem czytadło – powiedział Żulczyk. I świetnie. Mimo, że książka jest nieco ponura, złowroga, całkiem pod podszewką dekadencka – po jej przeczytaniu nikt już nie nazwie Kuby autorem pokolenia Emo, jak to drzewiej bywało. Nie ma w powieści ujmującego uroku, zdań, które zapadną w pamięć (to thriller!). Ale książka ma redaktora, co widać, słychać i czuć.

Grupa przyjaciół zostaje zamknięta w mieszkaniu w pustej krakowskiej kamienicy. Kamienica ma dziwną historię – podobnie jak kumple, którzy znają się z pewnego klubu i są – jak to ludzie: trochę nieobliczalni. Pisząc tę książkę autor obejrzał wszystkie filmy, przeczytał wszystkie książki, w których ktoś jest zamknięty w pomieszczeniu. To ukłon w stronę popkultury, matki-żywicielki Żulczyka. Po tym, jak zaczął prowadzić we „Wprost” bliźniaczą do kroniki Kuby Wojewódzkiego – kronikę pop-kultury – już nikt nie lubi Kuby Żulczyka? Drodzy państwo! Zrobił krok w dobrym kierunku. Ja tam to doceniam.

Dodaj komentarz