dzień śmierci Michaela Jacksona

i nagle deszcz bryzga farbą,
jak Jackson Pollock i dzielnia wygląda
jak świeżo wyprana. Rano
jesteśmy tak słodko w proszku,
kiedy rozrzucamy wokół gazety
i od razu ulegamy złudzeniom. Bo złudzenia
są najpyszniejsze, rzekłbyś ¬– za darmo.
Nasza miłość trwa krótko, kilka sekund,
tyle co pamięć złotej rybki. I tak jest
dobrze. Jest sierpień, mam urodziny
będziemy dmuchać złote balony w piwnicy.
Z głośników sączy się ambient.
Ty się nie zmienisz, za długo byłeś sobą.
A jednak jesteśmy szczęśliwi –
bez kompa przy duszy, spóźnieni
w pierwszy dzień lata, dzień śmierci
Michaela Jacksona.

Wpis “dzień śmierci Michaela Jacksona” skomentowano 11 razy

  1. Justyna Cz pisze:

    Nam też było ładnie w Warszawie w pierwszy dzień lata. Michael musiał już powoli w tunel wchodzić, gdy pysznie, choć duszno, bawiliśmy się na Koziej. A potem siedzieliśmy w ogródku Telimeny, my nad kawą, oni nad koniakami, gdy urwała się chmura i część z nich musiała pod nasz parasol się schować, bo pod tym pierwszym (koniakowym) nie było miejsca.

    A dziś myślę sobie, że to dziwne. Tak szybko? Myśleliśmy przecież, że najpierw odpadnie mu nos, potem ucho, potem łokieć i tak do ostatniego członka i wtedy…. Do ostatniego momentu nie przestał nas zaskakiwać.

    (Acha! A nagrody na Koziej odebrało kilka super dziewczyn! I to się powinno bardzo bardzo docenić! To wielki gest Redaktorze Nacz. Uściski)

  2. brelok pisze:

    Za pozwoleniem - czy to zapis automatyczny?

  3. Caviardage pisze:

    Justyno! Doskonałe dopełnienie wiersza A… I wiersz piękny… [?].

  4. Vonkje pisze:

    na prawo deszcz pod niebem jak z parasola
    ozywcza mgla bryzga tajms
    wyglada to niezle i slodko i w proszku
    widzimy sie rano od wczoraj
    jestem tobie cos dluzna

    dzekson nie zyje
    na czyje urodziny mam sie rozebrac?

  5. Justyna Cz pisze:

    Justyna Czechowska, Tomasz Ososiński

    “Rzeczy które robiliśmy, kiedy umierał Michael Jackson”

    Był trzeci dzień lata.
    I duszno.
    Od 16.00 pysznie bawiliśmy
    na Koziej, gdzie nagrody odebrało kilka fajnych dziewczyn.
    (To wielki gest Redaktorze Nacz. Uściski.)
    Jedliśmy sałatkę w kalafiora i wołowinę na zimno w galarecie.
    Mówiliśmy o Bennie i stowarzyszeniu.
    (W tym samym momencie Igor zjeżdżał
    800 m w głębię na platformie wiertniczej.)
    Potem siedzieliśmy w ogródku Telimeny,
    my nad kawą, oni nad koniakami, gdy urwała się
    chmura i część z nich musiała się schować pod nasz parasol,
    bo pod tym pierwszym (koniakowym) już nie było miejsca.
    Zamówiliśmy taksówkę i przenieśliśmy się do Muranowa,
    na film i dyskusję o filmie, gdzie pojawił się także
    – spotkany już wcześniej na Koziej – Zdzisław Jaskuła,
    a z nim po raz drugi – jako temat – Benn.
    Podczas gdy pani w drugim rzędzie z przejęciem
    komentowała miłość bohaterki do psów,
    Kazimiera odbierała telefon.
    Krótka rozmowa przy wyjściu, kilka papierosów,
    chyba po jednym na głowę,
    i w końcu rozeszliśmy się: oni prosto
    i w Długą, a my w dół, bo tak krócej.
    W domu herbata i rozmowy przed snem.
    To jakoś wtedy chyba,
    może podczas zwyczajowego mycia zębów,
    Michael odpadł – nie nos ani ucho, ale cały
    na raz. Gdy zaczynał wchodzić w tunel
    my leżeliśmy już w ciemnościach,
    każde pod swoją kołdrą.
    Jak się okazało rano, czwartego dnia lata,
    ktoś tej nocy śnił o trudno osiągalnym reżyserze teatralnym.
    Ktoś śnił o rzeczach, o których po przebudzeniu w ogóle nie pamiętał.
    Ktoś inny urodził się może, korzystając z okazji: od czterech dni
    słońce było przecież w znaku raka.

  6. giera pisze:

    płynąłem w kajaku, dowiedziałem się późnym wieczorem.

  7. Störungsquelle pisze:

    MJ jak nie zyje tak nie zyje, ale coraz wiecej szumu wobec jego osoby a w radiu ciagle jego muzyka. Czasami trzeba chyba odejsc z tego swiata, zeby zainstniec ponownie.

  8. Tonik Językowy pisze:

    Myślę, że Michaelowi by się spodobał ;) Choć on tak naprawdę nie umarł:

    http://tonguetonic.wordpress.com/2009/06/26/michael-jackson-objawil-sie-fanom-w-gwarkowie-mazowieckim/

  9. krisssssss pisze:

    Kiedy umierał Michael Jackson
    >
    >
    > nad Los Angeles
    >
    >
    > podobno świeciło słońce
    >
    >
    > jak na riwierze likijskiej
    >
    >
    > najważniejszą wiadomość
    >
    >
    > z kraju
    >
    >
    > MICHAEL JACKSON DIED
    >
    >
    > podało na tacy paska TV BBC
    >
    >
    > na chwilę wstrzymali kroki
    >
    >
    > na basen plażę promenadę
    >
    >
    > zerkneli w sztuczne oko
    >
    >
    > telewizora
    >
    >
    > piwo chłodziło się dalej
    >
    >
    > w zimnym grobowcu lodówki
    >
    >
    > widoki nie przygasły
    >
    >
    > podobnie słońce
    >
    >
    > Helios
    >
    >
    > pracował dla turystów jak
    >
    >
    > Stachanowiec
    >
    >
    > w pełni swych promienistych obrotów
    >
    >
    > Pegaz jakby zawahał się chwilę
    >
    >
    > ale poszybował dalej
    >
    >
    > Afrodyta wychylająca się z wody
    >
    >
    > otarła kropelkę łzy
    >
    >
    > ale pewnie to były resztki piany
    >
    >
    > nadmorskiej
    >
    >
    > nad górami Taurus
    >
    >
    > zagrzmiał gniewny głos Zeusa
    >
    >
    > ale okazało się
    >
    >
    > że to samoloty F-16
    >
    >
    > powracają do swej bazy
    >
    > ……………….
    > w sumie nic się nie stało…?!
    >
    >
    >

  10. Joanna pisze:

    Hah spodobał mi się ten wiersz xD też piszę od czasu do czasu. Ostatnio mi się wiersze białe bardzo podobają, choć zawsze opowiadałam się za rymowankami =D
    [www.sztuka-przetrwania.blog.onet.pl]

  11. ola pisze:

    jadlam sniadanie, gdy jackson umieral
    godzina jedenasta czasu greenwich
    pomiedzy jednym a drugim oddechem
    zachlystnelam sie jego nieszczesciem.
    drzwi otwarte na ogrod to przez
    nie ucieklo szczescie w bikini
    i hedonistycznie lenilo sie w dmuchanym
    basenie.
    szukalam pracy w gazetach
    i nie bede niczyja pania do towarzystwa zdecydowalam
    a pralka wiruje przed oczami wolniej od swiata
    skoncze zycie w mc donaldzie
    zatopiona jak skamielina popkultury
    z glowa w oleju
    zupelnie jak majkel.
    w samych majtkach na sobie dzwonie do Ciebie
    majkej jackson nie zyje, slyszales?
    co z tego, odpowiadasz, billy jean is not my lover.
    to zupelnie tak jak ja, mysle.

    … mala parafraza.

Dodaj komentarz