dzień śmierci Michaela Jacksona
i nagle deszcz bryzga farbą,
jak Jackson Pollock i dzielnia wygląda
jak świeżo wyprana. Rano
jesteśmy tak słodko w proszku,
kiedy rozrzucamy wokół gazety
i od razu ulegamy złudzeniom. Bo złudzenia
są najpyszniejsze, rzekłbyś ¬– za darmo.
Nasza miłość trwa krótko, kilka sekund,
tyle co pamięć złotej rybki. I tak jest
dobrze. Jest sierpień, mam urodziny
będziemy dmuchać złote balony w piwnicy.
Z głośników sączy się ambient.
Ty się nie zmienisz, za długo byłeś sobą.
A jednak jesteśmy szczęśliwi –
bez kompa przy duszy, spóźnieni
w pierwszy dzień lata, dzień śmierci
Michaela Jacksona.
2009-06-26 o godz. 14:57
Nam też było ładnie w Warszawie w pierwszy dzień lata. Michael musiał już powoli w tunel wchodzić, gdy pysznie, choć duszno, bawiliśmy się na Koziej. A potem siedzieliśmy w ogródku Telimeny, my nad kawą, oni nad koniakami, gdy urwała się chmura i część z nich musiała pod nasz parasol się schować, bo pod tym pierwszym (koniakowym) nie było miejsca.
A dziś myślę sobie, że to dziwne. Tak szybko? Myśleliśmy przecież, że najpierw odpadnie mu nos, potem ucho, potem łokieć i tak do ostatniego członka i wtedy…. Do ostatniego momentu nie przestał nas zaskakiwać.
(Acha! A nagrody na Koziej odebrało kilka super dziewczyn! I to się powinno bardzo bardzo docenić! To wielki gest Redaktorze Nacz. Uściski)
2009-06-26 o godz. 19:19
Za pozwoleniem - czy to zapis automatyczny?
2009-06-26 o godz. 23:25
Justyno! Doskonałe dopełnienie wiersza A… I wiersz piękny… [?].
2009-06-28 o godz. 17:30
na prawo deszcz pod niebem jak z parasola
ozywcza mgla bryzga tajms
wyglada to niezle i slodko i w proszku
widzimy sie rano od wczoraj
jestem tobie cos dluzna
dzekson nie zyje
na czyje urodziny mam sie rozebrac?
2009-06-29 o godz. 14:35
Justyna Czechowska, Tomasz Ososiński
“Rzeczy które robiliśmy, kiedy umierał Michael Jackson”
Był trzeci dzień lata.
I duszno.
Od 16.00 pysznie bawiliśmy
na Koziej, gdzie nagrody odebrało kilka fajnych dziewczyn.
(To wielki gest Redaktorze Nacz. Uściski.)
Jedliśmy sałatkę w kalafiora i wołowinę na zimno w galarecie.
Mówiliśmy o Bennie i stowarzyszeniu.
(W tym samym momencie Igor zjeżdżał
800 m w głębię na platformie wiertniczej.)
Potem siedzieliśmy w ogródku Telimeny,
my nad kawą, oni nad koniakami, gdy urwała się
chmura i część z nich musiała się schować pod nasz parasol,
bo pod tym pierwszym (koniakowym) już nie było miejsca.
Zamówiliśmy taksówkę i przenieśliśmy się do Muranowa,
na film i dyskusję o filmie, gdzie pojawił się także
– spotkany już wcześniej na Koziej – Zdzisław Jaskuła,
a z nim po raz drugi – jako temat – Benn.
Podczas gdy pani w drugim rzędzie z przejęciem
komentowała miłość bohaterki do psów,
Kazimiera odbierała telefon.
Krótka rozmowa przy wyjściu, kilka papierosów,
chyba po jednym na głowę,
i w końcu rozeszliśmy się: oni prosto
i w Długą, a my w dół, bo tak krócej.
W domu herbata i rozmowy przed snem.
To jakoś wtedy chyba,
może podczas zwyczajowego mycia zębów,
Michael odpadł – nie nos ani ucho, ale cały
na raz. Gdy zaczynał wchodzić w tunel
my leżeliśmy już w ciemnościach,
każde pod swoją kołdrą.
Jak się okazało rano, czwartego dnia lata,
ktoś tej nocy śnił o trudno osiągalnym reżyserze teatralnym.
Ktoś śnił o rzeczach, o których po przebudzeniu w ogóle nie pamiętał.
Ktoś inny urodził się może, korzystając z okazji: od czterech dni
słońce było przecież w znaku raka.
2009-07-07 o godz. 00:36
płynąłem w kajaku, dowiedziałem się późnym wieczorem.
2009-08-11 o godz. 17:45
MJ jak nie zyje tak nie zyje, ale coraz wiecej szumu wobec jego osoby a w radiu ciagle jego muzyka. Czasami trzeba chyba odejsc z tego swiata, zeby zainstniec ponownie.
2009-08-19 o godz. 12:56
Myślę, że Michaelowi by się spodobał
Choć on tak naprawdę nie umarł:
http://tonguetonic.wordpress.com/2009/06/26/michael-jackson-objawil-sie-fanom-w-gwarkowie-mazowieckim/
2009-11-29 o godz. 14:08
Kiedy umierał Michael Jackson
>
>
> nad Los Angeles
>
>
> podobno świeciło słońce
>
>
> jak na riwierze likijskiej
>
>
> najważniejszą wiadomość
>
>
> z kraju
>
>
> MICHAEL JACKSON DIED
>
>
> podało na tacy paska TV BBC
>
>
> na chwilę wstrzymali kroki
>
>
> na basen plażę promenadę
>
>
> zerkneli w sztuczne oko
>
>
> telewizora
>
>
> piwo chłodziło się dalej
>
>
> w zimnym grobowcu lodówki
>
>
> widoki nie przygasły
>
>
> podobnie słońce
>
>
> Helios
>
>
> pracował dla turystów jak
>
>
> Stachanowiec
>
>
> w pełni swych promienistych obrotów
>
>
> Pegaz jakby zawahał się chwilę
>
>
> ale poszybował dalej
>
>
> Afrodyta wychylająca się z wody
>
>
> otarła kropelkę łzy
>
>
> ale pewnie to były resztki piany
>
>
> nadmorskiej
>
>
> nad górami Taurus
>
>
> zagrzmiał gniewny głos Zeusa
>
>
> ale okazało się
>
>
> że to samoloty F-16
>
>
> powracają do swej bazy
>
> ……………….
> w sumie nic się nie stało…?!
>
>
>
2009-12-21 o godz. 18:50
Hah spodobał mi się ten wiersz xD też piszę od czasu do czasu. Ostatnio mi się wiersze białe bardzo podobają, choć zawsze opowiadałam się za rymowankami =D
[www.sztuka-przetrwania.blog.onet.pl]
2009-12-28 o godz. 12:39
jadlam sniadanie, gdy jackson umieral
godzina jedenasta czasu greenwich
pomiedzy jednym a drugim oddechem
zachlystnelam sie jego nieszczesciem.
drzwi otwarte na ogrod to przez
nie ucieklo szczescie w bikini
i hedonistycznie lenilo sie w dmuchanym
basenie.
szukalam pracy w gazetach
i nie bede niczyja pania do towarzystwa zdecydowalam
a pralka wiruje przed oczami wolniej od swiata
skoncze zycie w mc donaldzie
zatopiona jak skamielina popkultury
z glowa w oleju
zupelnie jak majkel.
w samych majtkach na sobie dzwonie do Ciebie
majkej jackson nie zyje, slyszales?
co z tego, odpowiadasz, billy jean is not my lover.
to zupelnie tak jak ja, mysle.
… mala parafraza.