się kocha, się roni

Mówi, że pisze, bo nie wie. Jak. Pisać. Żeby się  rozliczyć z widmami. Dosyć to u niego dosłowne. W jego powieściach widma żyją na tych samych prawach, co ludzie. Mówi, że pisze o śmierci, bo nie wie. Czym jest. Śmierć. Anioł u niego ginie w pierwszej scenie opowiadania z nowej książki „Nadchodzi”. Duży brodacz o twarzy mnicha (skąd skojarzenie z Wojtkiem Bonowiczem? Wojtku, przepraszam). Ciało nie dematerializuje się cudownie, nie idzie od anioła żaden nieziemski zapach („Mnie też psują się zęby” – skąd skojarzenie z „Niebieskim” Kieślowskiego? Panie Krzysztofie, przepraszam!). Trzeba je taszczyć, krwawi, psuje się. Trzeba się go „pozbyć”. Skrzydło trudno upakować do auta, taki anioł – jako ciało – dość jest nieporęczny. Oczywiście w lesie gubią drogę, jest strach, dzikie psy skupiają się wokół nich jak owocówki nad malinowym chruśniakiem. Robi się dość niesamowicie.

Ale już w innym opowiadaniu tej księgi nie mamy pewności (a po co nam pewność?), że to świat, którym rządzi reguła baśni. Bo może Łukasz Orbitowski pokazuje nam, metaforycznie rzecz ujmując, dojrzewanie uczuć macierzyńskich bohaterki. A że ta znajduje wyłom w rzeczywistości i jasny pokój, w którym zburzono czas, i jest dziecko, którego w „normalnej” rzeczywistości (jeszcze) nie urodziła? W pokoju dziecko się kocha. W rzeczywistości – roni.

Zaraz państwo powiedzą – znamy ten myk, znamy ten horror show. A jednak jest coś niesamowitego w opowiadaniach Orbitowskiego. Sądzę, że to pewna kameralność, oszczędność środków i skupienie na kilku bohaterach, których się prowadzi „chicho i powoli”. Jakby nas wpuszczono za kurtynę i pozwolono podglądać. Że to, co widzimy, nie zawsze nam się musi podobać? Taka jest cena wiedzy, powiedziałby jeden z bohaterów – biblijna.

Wpis “się kocha, się roni” ma jeden komentarz

  1. Emilia pisze:

    Słowa uznania za świetne współprowadzenie programu “Hurtownia książek”.
    Dobór gości doskonały (tłumacz, pacyfista, lekarz- artysta…).
    Oglądamy z nastoletnimi dziećmi każdy odcinek.
    W kwestii mizoginicznego gniota “Myśli kobiet” - zgadzam się z Panią całkowicie.
    Nie lubię horrorów, ale wczoraj przekonaliście mnie (z sympatycznym i skromnym autorem) do książki, o której pisze Pani wyżej (pan Grabowski dobrał też fascynujący cytat).
    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz