Język podniecający
Tokarczuk mówi, że talent literacki to dar, który ma niewiele wspólnego z erudycją, posiedzeniami w bibliotece, murami uniwersytetów. A ja na to, że pisarz to nie rzeźbiarz ludowy, który genialnie realizuje założenia konwencji, tryskając trocinami, posługując się dłutem z chirurgiczną precyzją. A Olga na to, że zna skończonych erudytów, wspaniałych myślicieli, którzy nie potrafią pisać. A ja na to - spójrzmy na półki Olgi Tokarczuk – na tę boską bibliotekę, którą zachwyciłby się sam Eco i Beckett. Bibliotekę pełną istnych cudów.

Pożyczyłam niegdyś stamtąd buddyjską księgę o snach. Zdradzała, jak sterować własnym snem (sen – sterowiec?), żeby się w dowolnym miejscu obudzić albo zaprojektować pożądaną fabułę (kuszące).
Czy nie jest tak z pisarstwem, że najpierw trzeba się nachapać, nawdychać, żeby potem – za przeproszeniem – wydalić?
A co na to pisarz Maciej Malicki?
Literatura jest z literatury czy z życia?
Z życia absolutnie, tylko i wyłącznie.
Coś nie wyobrażam sobie pisarza ludowego, który wychodzi z pola ziemniaków i zasiada przed maszyną do pisania.
Trzeba mieć jakiś bagaż lektur. Ja całe życie czytałem wszystko. Miałem to szczęście, że dom był zawsze wybrukowany książkami odkąd pamiętam. Mam za sobą całą klasykę i nie tylko. Kiedyś były takie lata, że czytałem po prostu wszystko, co się ukazywało. To się już dosyć dawno skończyło, ale ten bagaż mam –jest bardzo potrzebny i przydatny – teraz procentuje.
Poeta Andrzej Sosnowski podsyła Panu zdania! Zresztą książka dedykowana jest właśnie jemu. Proszę zdradzić tajniki tego handlu literackiego.
Handel to dobre słowo. Może teraz już wymienny. Dlatego między innymi książka jest dedykowana Andrzejowi Sosnowskiemu, bo Andrzej od pewnego momentu stał się dostarczycielem zdań, scen, historii. Słyszy zdanie, obserwuje scenę i on mi ją daje w prezencie. Czułem się zobowiązany choćby w ten sposób – dedykacją – podkreślić, że Andrzej jest w dużym stopniu autorem tej książki. Tu są takie dwa cykle: jeden się nazywa „Opera” a drugi „Konwój”. „Opera” to są zdania Andrzeja, które on mówi sam, a „Konwój” to są rozmowy moje z Andrzejem.
Ale skoro to jest handel to, co Andrzej dostaje w zamian?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Mam nadzieję, że dostanie dużą przyjemność, kiedy zobaczy to wszystko w postaci książki.
Czy Pan widzi świat poprzez język?
Zdecydowanie tak. Bo 90 % zasłyszanych i zapisanych w książce zdań i dialogów zapisałem nie z powodu miejsca, w którym je usłyszałem czy zobaczyłem, nie z powodu jakości osoby, która to mówi, nie z powodu pogody - tylko przede wszystkim usłyszałem coś zaskakującego w języku. I to jest dla mnie absolutnie pierwszy i najważniejszy chyba powód, dla którego zapisuję zasłyszane historie, dialogi, słowa.
Czy język może być czymś podniecającym?
O szalenie, tak, tak, tak. Język mnie bardzo podnieca. Dlatego, nieraz z drżeniem ręki, słysząc coś, natychmiast staram się to zapisać i to jest czystego rodzaju podniecenie, radość, emocja i jeszcze wiele innych uczuć. Tak.
I na koniec klejnocik z miesięcznika „Detektyw”:
„Starszy posterunkowy przejął się zaginięciem dziewczynki,
która była jego szkolną koleżanką. Ale jak jej szukać? Gdzie?
Było już ciemno, a on
nie miał nawet porządnej latarki,
tylko niewielką na dwa paluszki”.
2007-09-12 o godz. 21:39
Świetne zdjęcie do tekstu.
Czy sterowanie snami jest… bezpieczne?
Przypomina mi się pewien film. Ten horror, którego nie sposób się nie bać…
2007-09-13 o godz. 07:58
Tak sobie myślę, że chętnie bym kiedyś przeczytał tekst Autorki bloga o tym, co ma wspólnego Krajanów z “Prawiekiem…”
2007-09-13 o godz. 10:23
Pytanie - kto jest autorem snu, który się śni?
Obiecuję napisac, co ma wspólnego Krajanów z ‘Domem dziennym’. Bo tylko to wiem :-).
2008-01-14 o godz. 12:40
Kto jest autorem snu?
Dobre pytanie