Chodź ze mną w ciemno

Najsensowniej byłoby recenzować poezję Andrzeja Sosnowskiego wierszem. Stworzyć dialog: nierozumny, nieprzytomny. Dialog, który mógłby być prowadzony za pomocą melodii albo grafiki.
Wydawałoby się, że kategoria „rozumienia”, „rozkładania”, „analizy” wiersza to anachronizm, że jest obśmiana, że ją uprawiają ciotki-literatki na marginesie herbatki.
A jednak krytycy mają „ciąg na bramkę” i w najlepsze próbują objaśniać, próbują się doszukać, wleźć pod podszewkę wiersza. Bo tam jakoby drzemie legendarny skarb: sens sensów, ostateczna prawda podmiotu.
E, nie.

Po co wiersz przyszpilać, petryfikować, wrzucać do gablotki?
Po co go odczarowywać?
– Co to za światło, które ma regulamin? – pytał kiedyś Marcin Świetlicki.

Może by tak pójść za poetą w ogień zupełnie w ciemno?
Zaufać mu, dać się poprowadzić za rękę?

Ja tak idę za Sosnowskim. Jego najnowszy tom wierszy „Po tęczy” (Biuro Literackie, Wrocław 2007) to autentyczna wolność na spacerze! Nikt mi nie mówi co mam myśleć, na co patrzeć. Nikt nie zaprojektował dla mnie śmiesznych pejzażyków, widoczków, zapaszków.
Sosnowski ma dla mnie grę. Fascynującą i piękną.
A jak się oboje zmęczymy grą, mówi:

„A może byśmy tak do Nałęczowa –
Tadeusz zna tam jedną restaurację’.

Albo:
„Chciałem Ci napisać o wielu rzeczach, ale przeszła mi ochota, a poza tym czuję, że to bezcelowe”.

I jeszcze jedno:
„Chętnie utożsamiałem się z promami kosmicznymi, codziennie gubiłem płytkę osłony termicznej i w napięciu oczekiwałem na rezultat, ale żywy i ciepły człowiek posiada tyle ochronnych warstw, w odróżnieniu od martwych przedmiotów, nawet fajerwerków inwencji technicznej i NASA. Moją płytkę osłony technicznej zawsze znajdowała wartościowa dziewczyna, bo najpierw mocno przyciskała ją do serca, a potem robiła sobie medalionik. Niewiarygodne – ile kobiet nosi taki całkiem potajemny, chwilami jeszcze ciepły, medalionik.
Czy państwo znaleźli kiedyś płytkę osłony termicznej Andrzeja S.?
Bo ja tak.

Wpis “Chodź ze mną w ciemno” skomentowano 10 razy

  1. man pisze:

    pomysł niezły, problem jednak Pani Agnieszko polega na tym, że mało kto opublikowałby recenzje w takiej formie, a bardzo szkoda, bo ja to kupuję!
    pozdrawiam

  2. Jaro pisze:

    Ja jednak lubię wiedzieć co poeta miał na myśli. W tym przypadku nie wiem i się gubię.

  3. man pisze:

    uwielbiam to pytanie; „co poeta miał na myśli” 😀

  4. magnet pisze:

    tez znalazlam. odbilam w gipsie, gdzie mial prawa reke.

  5. agnieszka pisze:

    Szanowny Panie man, dowiedziałam się, że opublikowano taką recenzję!
    Kilka lat temu.
    Jej autorem jest Tomasz Majeran.

  6. agnieszka pisze:

    Szanowny Panie Jaro, dla Pana też Sosnowski ma wiersze.
    Jeden zatytułował nawet „Wiersz dla czytelnika”.

  7. Jaro pisze:

    Pytanie „co poeta miał na myśli” jest w obecnych czasach pytaniem zasadniczym. Niestety, zawartość myślowa sporej części poezji współczesnej jest.. hmm… umiarkowana.

  8. laluna pisze:

    Owszem zawartość Pańskich myśli jest w niej umiarkowana.;-)

  9. Epid pisze:

    Nie tylko poezja współczesna. Np. lubiany przez podręczniki szkolne Julian Tuwim również nie naciskał na przereklamowany „sens”. Wiersze to muzyka (wszak starożytni poezję śpiewali i słuchali, a nie czytali). Tuwim był muzyczny w formie, więc się go słucha i odczuwa w sposób bezpośredni (tak jak się słucha muzyki). Sosnowski jest muzyczny w obrazie słowa (tzw. muzyczność semantyczna), więc też proszę odczuwać. Emocje, wyobraźnia, a nie „sens”, nie „co poeta miał na myśli”;)
    Pozdrawiam 🙂

  10. Epid pisze:

    Uhu, jaki stary wpis. Google mi wygrzebało, bo szukałem sobie o Sosnowskim.

Dodaj komentarz