Mroczna Mora

Ponura powieść Terezii Mory „Każdego dnia” pokazała człowieka bezwolnego, wrzuconego przez los w szereg przypadków. To Emigrant – mężczyzna wykorzeniony, bierny, znikąd – pozbawiony początku i końca. Człowiek – nikt, Nema – niemy. A przecież został obdarzony: jest wielojęzyczny. Nie prosił ten o dar. To dla niego zasadzka, stygmat.
Mora rozłamuje domyślną tożsamość wielojęzyczności i komunikacji. Nema nie rozumie i sam pozostaje niezrozumiany. Niemożliwość komunikacji to jego nieszczęście, brak porozumienia to skazanie na autyzm, margines, życie poza społecznością. Jedynym punktem, który Nemę w świecie zakorzenia, jest miłość. Ale czy Nema jest prawdziwy, jeśli go nie dotkniesz? Nie obrysujesz go ręką? Jak ma poruszać się Nema w obcym świecie, który ma chwiejną, mroczną, konstrukcję?

Brzemię daru jako temat pojawia się także w najnowszym zbiorze opowiadań Mory (za „Każdego dnia” jest właśnie nominowana do wrocławskiego Angelusa). Kto ma odwagę wejść do świata Mory? – pełnego szlamu i błota, cuchnącego rybą i pleśnią? Kto chciałby wdepnąć w historię w takich dekoracjach? Bo jeśli nawet pojawi się słońce – będzie chłodne, oszukańcze. Jeśli będzie marzenie – pewnie się nie spełni. Jeśli się objawi piękna kobieta – niechybnie zwariuje. Smaczne borówki zjedzą wredni bracia. Piekarz upiecze chleb z gruźlicą.

A jednak państwa zapraszam: atmosfera jest jak z thrillera: cicho, ciemno, słychać, że idą. Kto idzie? Po kogo? Po bohatera? Przecież nie zdążyliśmy się do niego przywiązać!
Mora ma mało litości dla swoich bohaterów (i dla czytelnika).
Nie będzie przyjemnie. A kto powiedział, że musi być (przyjemnie)?
Narracja może się rwać, jak tok myśli. Zimno, ciemno. Licho w lesie (przyjdzie). Co dostajemy prócz strachu i chłodu? Przestraszonych nawoływań? Groźnych szeptów?

Otóż Mora masowo produkuje piękno i jest to piękno języka, który składa uważnie. To nie przeźroczyste medium, nie obojętny przekaźnik. To materiał – plastyczny, migotliwy – z którego Mora szyje historię – sprawnie i uważnie. Od historii ważniejsze są obrazy – sugestywne, niosące czytelnika przez powieść w zawrotnym tempie. Magnetyczne. Tu wszystko jest jakieś: jakoś pachnie (drożdżami, szlamem), smakuje (błotem i igliwiem). Tu się nie mówi po prostu: tu się ma akcent, tu się szepcze, śpiewa.

Czasem Mora zrobi coś dla swoich bohaterów, wpuści światełko.
Żołnierz obejmie szerokie plecy Hanny i będzie ją trzymał mocno.
Dziewczyna nocą położy pod głowę maślany, jeszcze ciepły chleb.

Wpis “Mroczna Mora” skomentowano 2 razy

  1. Sss pisze:

    Chleb z gruźlicą?
    Chyba muszę przeczytać…

  2. Karolina pisze:

    Przeczytałam Każdego dnia… po prostu miażdży. Faktycznie porywa zawrotne tempo, przez mokre ulice w których gubię się razem z Nemą, na których końcu zawsze jest ściana, w którą uderzam z impetem… bolą konfrontacje z sytuacjami, na wprost których stawia nas Mora.
    Świat Nemy nie napawa optymizmem, testuje naszą tolerancję i nasze osobiste normy społeczne.

Dodaj komentarz