Książka jako hipoteza

To jasne, że często wypowiadamy się o książkach, których nie czytaliśmy. Najprostszym przykładem jest biografia Kapuścińskiego (pióra Artura Domosławskiego), która przez pewien czas była narodowym tematem debaty publicznej. Czasem o opinii decydowała opcja polityczna nie-czytelnika, czasem stosunek do Kapuścińskiego, nostalgia za PRL-em lub współczucie dla żony (Ryszarda), czy też ogólny życiowy radykalizm lub liberalizm. Do książek, których nie czytaliśmy, a lubimy o nich gadać, należą także klasyczne dzieła należące do kanonu kultury. O nich gadali nam w szkole, widzieliśmy ekranizacje, adaptacje, pastisze. Fragmenty i cytaty znamy najpewniej na pamięć. „Znamy” też książki jakoś przełomowe; albo te o słynnych tytułach: „Człowiek bez właściwości”, „Ostrożnie pożądanie”, „W poszukiwaniu straconego czasu”. Zjawisko takich nie-przeczytanych książek i takiego nie-czytelnika – z humorem i lekkością opisuje w eseju „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało” Pierre Bayard. Bayard słusznie mówi, że czytanie czytaniu nierówne. Można bowiem książkę przekartkować, można ją całkowicie zapomnieć, można poświęcić wiele godzin, ale jej nie skończyć. Można też książkę prawdziwie przetrawić, notując na marginesach, zapamiętując całe zdania. Nasze obcowanie z książkami – pisze Bayard – (…) jest mroczną przestrzenią nawiedzaną przez szczątki wspomnień, której całe bogactwo – oraz moc twórczą – stanowią krążące po niej niewyraźne widma.

Zresztą, nawet książka, którą solidnie i po bożemu przeczytaliśmy – już po chwili w naszej głowie – staje się raczej fałszywą projekcją, naszym marzeniem – niż książką właściwą. „Nasze własne słowa oddzielają nas bowiem od książek i chronią przed nimi tak samo jak słowa innych. Zaraz po przeczytaniu książki, a nawet wcześniej, zaczynamy rozmawiać o niej, najpierw sami ze sobą, później z innymi, a z czasem mamy do czynienia już tylko z tymi wypowiedziami i opiniami, zaś rzeczywista książka będzie się od nas stopniowo oddalać, pozostając już na zawsze jedynie hipotezą”.

W swoim wdzięcznym, lekko prowokacyjnym eseju, Bayard wykazuje, że nieczytanie jest obwarowane tabu, że kłamiemy ze wstydu przed kompromitacją towarzyską. A przecież zawsze znajdzie się książka, której nie czytaliśmy. Nie znaczy to – twierdzi francuski akademik – że mamy o niej nie rozmawiać. Od lapidarnego scharakteryzowania zjawiska przechodzi do prezentowania niewygodnych dla nie-czytelnika sytuacji i radzi, jak nie ulec panice.

Wpis “Książka jako hipoteza” ma jeden komentarz

  1. Kobi pisze:

    Cholernie ciekawy temat! Muszę dorwać ten esej, choć z moim nieczytaniem/niedoczytywaniem radzę sobie w towarzystwie naprawdę nieźle!;)

Dodaj komentarz